Bardzo wszystkich przepraszam, za te straszne opóźnienia w dodawaniu rozdziałów. Teraz mam bardzo mało czasu, jestem w trzeciej gimnazjum, zbliża się egzamin i po prostu większość czasu spędzam na uczeniu się. Spróbuję to wszystko jakoś nadrobić. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście ;D
„Idę ulicą, nieznaną mi drogą.
Nie wiem gdzie, po co i nie wiem dla kogo.”
Nie odwracam się za siebie.
Słyszę ciche szepty, idę coraz szybciej, słyszę czyjeś kroki, serce zaczyna mi
mocniej bić, nie wiem co zrobić … Zaczynam przyśpieszać, prawie biegnę.
Zauważam jakiś zaułek, nie wiem dlaczego ale właśnie tam skręcam. Robi się
coraz ciemniej, prawie nic nie widać … Słychać tylko zasapane oddechy na lekkim
wietrze. Dobiegam do końca… I co teraz? Kucam w jakimś ciemnym zakamarku, mając
nadzieję, że jednak mnie nie zauważy. Niestety myliłam się… Coraz bardziej się
zbliża, nie widzę twarzy, tylko kontur jego postaci. Schylam głowę i czekam w
niepewności na swój koniec, kiedy nagle słyszę przeraźliwy dźwięk.
Otwieram oczy. Już jego nie ma…
Ani jego, ani tego zaułku. Nie jest już ciemno, wręcz przeciwnie, światło wpada
przez okno do wnętrza. Nagle zdaję sobie sprawę, że jestem w swoim pokoju i to
był tylko sen. A jednak taki realistyczny, mroczny, pełen strachu, obaw i
wszystkiego najgorszego. Jak dobrze, że to nie działo się naprawdę. Spoglądam na zegarek, jest godzina 17:30.
Tyle czasu spałam. Oprócz godziny zauważam coś jeszcze… Ikonę na którą tak
długo czekałam. A jednak odpisał! Czym prędzej nacisnęłam na wiadomość. Oczy
zaczynają mi się szklić. Po chwili po policzku spłynęła mi łza. Ten sms mnie jeszcze bardziej dobił.
Nie musisz się przede mną tłumaczyć, to twoje życie i rób z nim co
chcesz. Mam już tego wszystkiego dość, tych ciągłych kłamstw, kłótni i wg. Nie chcę się już w to wtrącać i mieć z
tym coś wspólnego. Chcę zacząć żyć od nowa, bo ty prędzej czy później wrócisz
do niego, a ja nie chcę znowu zostać sam na lodzie. Dajmy sobie z tym wszystkim na
razie spokój. Chcę sobie wszystko od nowa poukładać.
Mowę mi odjęło, nie wiedziałam co
zrobić. Wszystko się waliło, dlaczego życie jest takie okropne. Co mu odpisać?
Nic nie odpiszę, nie dam rady. Myślałam, że w końcu zaznam chociaż odrobiny
szczęścia… A tu co? Gówno! Tyle problemów spadło na mnie tak nagle, jak się z
nimi uporać? A co będzie jutro w szkole? Przecież jesteśmy w tej samej klasie,
jeszcze w dodatku siedzę z nim na matmie. Może uda mi się z nim porozmawiać.
Mam taką nadzieję… W końcu nadzieja wiarą głupich.
Nie mogę tak bezczynnie siedzieć,
pójdę na dół zobaczyć co robią rodzice. Ale najpierw wytrę łzy. Gdy zeszłam po
schodach w salonie siedział Mike z ojcem i oglądali mecz, a mama krzątała się w
kuchni, jak to ona ma w zwyczaju. Usiadłam na fotelu w salonie i zaczęłam coś
szperać w telefonie. Strasznie mi się nudziło. Nie wiedziałam co ze sobą
zrobić. Jeszcze w dodatku przejmowałam się tą całą sytuacją z Matem i Jake’iem.
Po chwili mama weszła do salonu z pizzą. Oczywiście brat pierwszy się na nią
rzucił. Po zjedzeniu dwóch kawałków udałam się do swojego pokoju. Zaczęłam
szperać w półce, wyciągnęłam piżamę i poszłam jeszcze w stronę biurka.
Otworzyłam szufladę w poszukiwaniu kremu do twarzy, gdy natknęłam się na
żyletkę. Łza spłynęła mi po policzku, popatrzałam na swoje ręce. Nie chciałam
znowu po nią sięgać, co by mi to dało? Te uczucie … Nie chciałam się od tego
cholerstwa uzależnić, jednak to mnie tak kusiło, tak ciągnęło, jak alkoholika
ciągnie do piwa, wódki czy spirytusu, byle by tylko było. Już miałam po nią
sięgnąć, gdy wycofałam się. Nie zrobię tego, przecież taka nie jestem. Koniec z
tym gównem, nie będę sobie robić krzywdy z jego powodu. Zatrzasnęłam półkę i
udałam się do łazienki.
Po
umyciu poszłam do pokoju i wzięłam laptopa z biurka na łóżko. Położyłam się,
przykryłam kołdrą i odpaliłam kompa. Gdy w końcu się uruchomił, nacisnęłam na
przeglądarkę i wpisałam w miejsce adresu strony internetowej facebook.pl. Zalogowałam
się i zaczęłam tak sobie tablice przeglądać. Natknęłam się na zdjęcia dodane z
imprezy u Erika. Zaczęłam je wszystkie po kolei przeglądać. Na pierwszym był
tłum bawiących się osób, na drugim Mike z flachą wódki pokazujący środkowy
palec. Nacisnęłam na następną fotkę, widniał na niej Jake z Erikiem i kilkoma
dziewczynami, a na kolejnej byłam ja idąca za Matem. Nawet nie wiedziałam, że
ktoś mi zrobił zdjęcie, wyglądałam tam jakbym była w totalnej rozsypce. Moja
postać próbowała się przedrzeć przez tłum ludzi, w oczach miałam łzy, wyraz
twarzy wyrażał moje emocje, takie jak żal, cierpienie, rozpacz. Nie mogłam już
dłużej na to patrzeć. Wyłączyłam komputer. Podniosłam z ziemi pilota do telewizora
i nacisnęłam czerwony przycisk. Zaczęłam lecieć po kolei po wszystkich kanałach
szukając jakiegoś filmu. Na tvn’ie natknęłam się nawet na „zmierzch”, ale nie
chciałam się rozczulać. Naciskałam dalej na strzałkę na pilocie w poszukiwaniu
czegoś fajnego. Niestety nic nie znalazłam, więc musiałam wrócić do
„zmierzchu”. Oglądnęłam film do końca, po czym o ok. 23.00 zasnęłam.
Rano obudził mnie dźwięk budzika.
Jak ja nienawidzę poniedziałków. Po prostu jakiś koszmar. Cóż mogłam poradzić,
po jakiś 15 minutach nareszcie zwlekłam się z łóżka. Wyciągnęłam z szafy błękitną
bluzkę na ramiączkach i krótkie, granatowe spodenki. Poszłam do łazienki się
ubrać, pomalować i uczesać. Fryzury nie miałam zbyt skomplikowanej. Jednym
słowem walnęłam sobie koka na głowie. Gdy zeszłam na dół brat już jadł
śniadanie. Sama naszykowałam sobie płatki, podeszłam do stołu w kuchni i
zaczęłam je jeść. Brat się do mnie jakoś szczególnie nie odzywał, więc ja też
nie miałam takiego zamiaru. Po odstawieniu naczyń, umyciu zębów itd.
skierowałam się do wyjścia, nałożyłam jeszcze tylko trampki i już mnie nie było
w domu.
Zaczęłam iść do szkoły, słońce
niemiłosiernie oślepiało mnie swoim blaskiem. Na dworze było gorąco, chyba
jakieś 38 czy 39 stopni w cieniu, niebo miało piękny błękitny kolor i nie było
na nim ani jednej chmurki. Zapowiadał się cudowny dzień, ale czy taki będzie?
Szłam jeszcze jakiś czas, minęłam kilka uliczek, przejść i w końcu dotarłam na
miejsce. Weszłam do budynku i udałam się pod klasę w której miałam mieć lekcje.
Idąc po szkolnych schodach zauważyłam Kamilę.
- Siemka – mówiąc to Kamila się
uśmiechnęła.
- Cześć.
- Wiesz, że dzisiaj mamy
zastępstwo?
- Co? Jakie?
- No na drugiej lekcji zamiast
biologii mamy religię.
- A to luz. A ja jak głupia
uczyłam się na tą durną kartkówkę z biologii.
- A tam gadasz. – powiedziała
Kama.
- Jak tam w ogóle Filip,
jesteście parą? – zmieniłam temat.
- W sumie to nie wiem, niby tak,
ale oficjalnie się nie zapytał. Może traktuje to jak tzw. przelotny romans.
- Na pewno nie, on taki nie jest.
Zresztą zobaczymy co zrobi jak przyjdzie do szkoły.
- No a jak tam z tobą i Matem? –
na te słowa stanęłam jak wyryta. Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć.
- Nic takiego się nie wydarzyło.
Zresztą on jest na mnie zły.
- Jak to? Myślałam, że coś między
wami zaiskrzyło. Obraził się na ciebie?
- No było okej, dopóki nie
poszliśmy po Mike. A tam był Jake i on ze mną zatańczył a potem pocałował. Mat
to wszystko widział i myśli, że wróciłam do byłego. Sama już nie wiem co
zrobić. Wzięłam dzisiaj jego bluzę i chcę się z nim pogodzić, ale nie wiem czy
mi wybaczy. Mówi, że cholernie go skrzywdziłam i nie chce dłużej się ze mną
kumplować.
- Ooo poważna sprawa. Czemu mi
wcześniej nic nie powiedziałaś?
- Jakoś nie było okazji. – po
tych słowach doszliśmy pod klasę.
Zaczęłam ze wszystkimi się po
kolei witać i po chwili zadzwonił dzwonek. Gdy weszliśmy do klasy usiadłam w
przedostatniej ławce od lewej strony klasy, czyli tam gdzie zawsze siedzę na
matmie, jednak nie było koło mnie Mata. Babka sprawdziła obecność i zaczęła gadać.
W sumie nikogo nie słuchałam, tylko rozmyślałam, czemu nie przyszedł do szkoły,
czy to przeze mnie? Nie mam pojęcia, właściwie to pierwsza lekcja naprawdę
szybko minęła. Mieliśmy temat o pitagorasie, tych głupich trójkątach i innych
bzdurach. Całą lekcję się nudziłam, rozglądałam po klasie i rysowałam na końcu
zeszytu. Gdy zadzwonił dzwonek szybko się spakowałam i wyszłam na przerwę. Gdy
dotarłam pod klasę, w której miała się odbyć lekcja religii, zauważyłam jego.
Mat tam stał, a właściwie to opierał się o parapet. Czym prędzej podeszłam do
niego i zagadałam.
- Hej, czemu cię w szkole nie
było?
- Nieważne, co cię to obchodzi?
- Obchodzi, jeszcze jesteś na
mnie zły?
- Zgadnij … - odpowiedział
kpiącym tonem.
- Przepraszam, przecież wiesz, że
wcale tego nie chciałam. Tego pocałunku itd. Jesteś moim przyjacielem i zależy
mi na tym.
- Przyjacielem … pff … - Mat
burknął pod nosem.
- Chciałabym, żeby było tak jak
dawniej… Nie jestem z Jake’iem i już nie będę, dlaczego się na mnie gniewasz?
- Dobra skończ i tak mam to w
dupie! Myślisz, że będę za tobą latał jak jakiś idiota, ty to wykorzystasz, a
potem zostawisz. Nagle sobie o mnie przypomniałaś, kiedy on ciebie zostawił to
ty do mnie przyszłaś! – tak się uniósł, że nagle wszyscy na korytarzu spojrzeli
w naszą stronę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, to on już odchodził.
- Ej zaczekaj!
- Na co?
- Na mnie, jeszcze z tym nie
skończyłam!
- Ale ja tak. – po tych słowach
już go nie goniłam.
To nie miało sensu, dlaczego
zaczęło mi tak na nim zależeć właśnie teraz?
Jestem żałosna. Zaczęły oczy mi się szklić, nie mogłam wytrzymać.
Pobiegłam do łazienki, zamknęłam się w kabinie i zaczęłam cicho płakać. Moje
życie jest do niczego! Co ja sobie myślę? Dlaczego właśnie teraz zaczęło mi tak
na nim zależeć? Dlaczego nie wcześniej? Dopiero po stracie zauważamy, że jednak
ta osoba była nam bliska. Dopóki byłam z Jake’ie nie zwracałam na Mata uwagi.
Zawsze był tylko przyjacielem, a tak naprawdę zawsze on miał swoje miejsce w
moim sercu.
Zadzwonił dzwonek na religię.
Otarłam łzy, opuściłam głowę i zasłoniłam twarz włosami, by nikt nie zauważył,
że płakałam. Weszłam na lekcję, wtedy przypomniało mi się, że siedzę obok Mata.
Na pewno zauważy, że ryczałam, pomyśli sobie, że jestem mazgajem. Chwilę stałam
osłupiała i dopiero potem usiadłam w ławce. Wypakowałam się i oparłam głowę na
łokciach umieszczonych na ławce. Spojrzałam na niego spode łba. Zauważył. Kurde
ja to ma pecha.
- Płakałaś? – szepnął mi do ucha.
- A co cię to obchodzi? –
odparłam.
- No … - nie dokończył
odpowiedzi, kiedy mu przerwałam
- Nie płakałam.
- Przecież widzę. Pogadamy potem
na spokojnie?
- Z tobą nie da rady na
spokojnie.
- Trochę mnie uniosło, nie
chciałem żebyś przeze mnie płakała.
- Nie chcę żebyś użalał się nade
mną.
- Dobrze, chcę tylko porozmawiać.
- Ja też chciałam i to wiele
razy, ale ty nie dałeś mi dojść do słowa.
- Przepraszam..
- Niech ci będzie.
- Dzięki.
- Ale dlaczego tak się
zachowałeś?
- Czwarta ławka! Cisza tam! Macie
coś do powiedzenia na temat? – krzyknęła nauczycielka.
- Nie przepraszamy. - po tych
słowach zapanowała cisza do końca lekcji.
Gdy tylko wyszłam z klasy Mat już
czekał na mnie na korytarzu. Podeszłam do niego i zaczęliśmy razem się kierować
w stronę wyjścia na dwór. Chciałam z nim poważnie porozmawiać w jakimś zacisznym
miejscu bez naszych znajomych. Po chwili udaliśmy się na tyły szkoły i razem
usiedliśmy na trawie przed boiskiem. Nastąpiła krępująca cisza.
- Nicole, słuchaj … Przepraszam
za to, że się na ciebie wydarłem, nie dałem ci dojść do słowa, mówiłem, że nic
mnie nie obchodzisz. Mam po prostu poważny problem i nie wiem jak sobie z nim
poradzić.
- Jaki problem?
- Uczucie do ciebie, byłem
zazdrosny i bałem się, że cię stracę, a tego bym nie ścierpiał. Zawsze byłaś ty
i on, a ja byłem głupim kolegom i niczym więcej. Myślałem, że to się zmieniło,
ale jednak nie miałem racji.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć.
- Najlepiej to co czujesz, ja się
zdobyłem na to.
- Zawsze byłeś moim najlepszym
kumplem, nigdy nie myślałam o niczym więcej. – Gdy to mówiłam, na jego twarzy
zagościł ogromny smutek. – Wszystko się zmieniło, gdy zerwałam z Jake’iem. Całe
moje życie poprzewracało się do góry nogami. Sama już nie wiem czego chcę. To
prawda, że nie mogę o nim zapomnieć, w końcu to była moja pierwsza miłość, ale
do ciebie też coś czuje. Nie jesteś mi obojętny.
- Rozumiem, nie mam na co liczyć,
już na zawsze zostanę tylko przyjacielem.
- Nie wiem jak to się dalej
potoczy, ale mówiąc, że nie jesteś mi obojętny nie miałam na myśli jako kumpel,
tylko ktoś bliższy. – Jego szklane oczy wypełniły
się ponownie nadzieją, a usta wykrzywiły się w pogodny uśmiech. – Na tej plaży
wszystko się tak nagle zmieniło, potoczyło, pierwszy raz popatrzałam na ciebie
z innej perspektywy. Te chwile na długo zapamiętam. Potrzebuje teraz tylko
czasu, jeszcze dawne rany mi się do końca nie zagoiły, rozumiesz?
- No rozumiem, czyli mam jeszcze szansę,
której nie mogę zaprzepaścić.
- No powiedzmy, a tak a w ogóle
to przyniosłam ci bluzę – mówiąc to wyciągnęłam ją z plecaka.
- Jak jej jeszcze potrzebujesz to
zatrzymaj.
- Dzięki, ale bez tego się
gotuję, tak tu gorąco.
- Spoko, hymmm … To może mrożona
kawa i lody?
- Czytasz mi w myślach, a co ze
szkołą?
- A to tak, lekcje …
- A ciul z nimi, raz w życiu
człowiek może się zabawić. – mówiąc to wzięłam go odruchowo za rękę i pociągnęłam
w stronę wyjścia.