środa, 23 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 4.



Kiedy byliśmy już przed domem Erika, usłyszałam głośną muzykę pochodzącą z wnętrza. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, nikt nie przyszedł, więc zadzwoniłam po raz drugi.
- Pewnie nikt nie słyszy jak dzwonisz. – odezwał się Mat.
- Może … - odparłam.
Wtedy z domu wyszła jakaś para trzymając się za ręce i zostawiając za sobą uchylone drzwi. Po chwili ujrzeliśmy Erika żegnającego się z kolejnymi osobami. Wchodząc do środka podeszliśmy do niego.
- O cześć, widzę, że jednak przyszłaś!
- Tak, przyszłam z Matem po mojego brata, czy wiesz gdzie on jest?
- Chyba w salonie tańczy, chodźcie zaprowadzę was. – gdy ruszyliśmy zakręciło mi się w głowie i potknęłam się, ale na szczęście nie upadłam.
– Ooo a ty co już po imprezie?
- No powiedzmy.
- No dobra, nie będę wnikać w szczegóły. – Erik powiedział to tak sarkastycznie.
- Zaprowadzisz nas w końcu do Mike’a? – spytał zniecierpliwiony Mat.
- Już, spokojnie, koleś wyluzuj …
Poszliśmy do salonu, a tam zabawa na całego.Wszyscy  tańczyli, pili, palili, wygłupiali się, nawet niektórzy brali narkotyki. Próbowałam dostrzec w tym tłumie Mike’a, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Po chwili moje oczy natrafiły na kogoś. Nie mogłam uwierzyć, że go widzę! Właśnie tutaj! Na tej imprezie! Nie wiedziałam co zrobić, chciałam się oddalić, ale akurat mnie dostrzegł. Podszedł tutaj.
- O Nicole jak miło, że przyszłaś.
- Przestań Jake, co znowu chcesz? Nie przyszłam tu dla ciebie.
- Chodź zatańcz ze mną
- Nie!
- No chodź – pociągnął mnie za rękę.
- Nie chcę, puść mnie!
- Jak dziewczyna mówi, że masz ją puścić to, to zrób! – krzyknął Mat.
- Spokojnie, przecież ją puściłem, pfff znalazł się ochroniarz.
W tym momencie na szczęście podszedł mój brat.
- Nicole! Co ty tutaj robisz? Po co ty … yyy …
- Przyszłam po ciebie. Miałam się tobą opiekować.
- Nie jestem dzieckiem.  
W tym momencie zadzwonił telefon Mata.
- Słuchajcie ja muszę to odebrać. Zaraz wrócę.
- Ty imprezowałeś, ja imprezowałam i teraz czas iść do domu.
- Nicole pierwszy raz imprezowała. – zaczął się naśmiewać Mike.
- Chcesz zginąć?
- No dobra, nie będę wnikać…
- To chodź wracamy …
- Poczekaj chwile, idę jeszcze tylko po fona. Erik chodź  ze mną.  
- Dobra, zaraz wrócimy.. – odezwał się Erik.
Odwróciłam się za siebie i okazało się, że został ze mną tylko Jake. Tego właśnie się obawiałam. Chciałam się przy nim rozżalić, rzucić w ramiona i powiedzieć jak bardzo mi go brakuje, ale nie zrobiłam tego. Za bardzo mnie zranił, a to było dla mnie gorsze od tęsknoty.
- To może jednak zatańczymy?
- Niezbyt mi się chce, szczególnie z tobą.
- Nalegam, tylko ten jeden taniec. – i w tym momencie się poddałam.
- No dobra, skoro tak bardzo chcesz.
- To czy mogę panią prosić? – przy tych słowach nachylił się nade mną i wysunął przy tym swoją rękę, więc ja mu moją podałam. Po chwili objął mnie i przytulił. Zaczęliśmy się lekko poruszać, chociaż muzyka była szybka. Jego silne ramiona ściskały mnie w tali, poczułam zapach jego perfum, wszystko zaczęło mi się przypominać. Te chwile, kiedy byliśmy sami, kiedy podbijał moje serce, kiedy skradł mój pierwszy pocałunek.
- Tak mi ciebie brakowało – po chwili się odezwał. – nawet nie wiesz ile mi daje ten taniec.
- Jakbyś wszystkiego nie zmarnował, to by było całkiem inaczej.
- Wiem, że to moja wina, nie będę już zwalał winy na byłą, ale czy kiedyś mi wybaczysz?
- Nie wiem, to jest trudne Jake. Tak mi na tobie zależało i wszystko się zmieniło, przez tę jedną chwilę. Nawet nie wiesz ile przez ciebie płakałam, cierpiałam … Ten ból jest tak silny, wręcz nie do zniesienia.
Po policzku poleciała mi łza, którą Jake starł, ale nie odstawił ręki, tylko trzymał ją nadal na mojej twarzy.
- Wiem jakie ci świństwo zrobiłem, ale wiedz, że bardzo ciebie kocham i nie potrafię żyć bez ciebie.
- Skąd mogę wiedzieć czy to znowu nie są kłamstwa?  
- Mówię to z głębi serca.
W tej chwili mnie pocałował. To było piękne uczucie, tak mi jego brakowało. Zalała mnie gorąca fala emocji. Nie mogłam wytrzymać, jednak uświadomiłam sobie, że tak nie może być, już chciałam odepchnąć Jake’a, gdy odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam Mata. Serce mi się zatrzymało, gdy zobaczyłam jego minę. Wyrwałam się z uścisku Jake’a.
- Co ty robisz?! Myślisz, że jak mnie obejmiesz, pocałujesz i do ciebie wrócę?!
- Niee, jaa tylko …
- Specjalnie to zrobiłeś, żeby Mat to widział! Ty egoisto!
- Nawet go nie widziałem, chciałem po prostu być znowu z tobą.
- Jasneee, zawsze tak jest … - po tych słowach oddaliłam się w poszukiwaniu Mata.
Zbliżał się on w stronę wyjścia, a ja próbowałam się przebić przez tłum ludzi. Zobaczyłam, że już wyszedł na dwór. Jak najszybciej tylko mogłam, pośpieszyłam w jego kierunku. Na zewnątrz zaczął kopać w płot. Był wściekły, zresztą z jednej strony wcale się nie dziwiłam. Podbiegłam do niego.
- Mat, to nie tak jak myślisz!
- Przestań, nie chcę z tobą rozmawiać! Mam tego dość! Potrafisz tylko wszystkich wykorzystywać!
- To nie prawda! Ty nic nie rozumiesz!
- Od początku chciałaś mnie się pozbyć, ale ja jak ten głupi idiota miałem nadzieję, że w końcu mnie zauważysz! Myślałem, że ten wieczór ze mną coś dla ciebie znaczył! Ale ty jak tylko zdarzyła się okazja, pognałaś do niego!
- Nie Mat! Zaczekaj! To nie tak!
- Mówiłaś, że nie zależy ci na nim! A teraz co widzę! Twoje słowa są nic nie warte! Mam już tego dość! Nie chcę cię więcej znać!
- Aleee … - nawet nie zdążyłam dokończyć, a on już odszedł.
Te ostatnie słowa najbardziej mnie zabolały. Zaczęłam płakać. Czułam się podle. Co mogłam zrobić? On już poszedł, więc otarłam łzy i wróciłam do środka. Obok Jake’a stał już mój brat. Podeszłam do nich.
- Jak mogłeś! – znowu naskoczyłam na byłego.
- Myślisz, że on jest lepszy ode mnie? Nicole! Przecież mnie kochasz!
-  Przestań! Myślałam, że jednak chcesz być ze mną, że zależy ci … A ty zrobiłeś to tylko po to, by Mat to widział! Jesteś żałosny …
- Uspokój się w końcu!
- Mam tego dość, idę stąd! Nie pokazuj mi się na oczy! Chodź Mike.
Wyszliśmy od Erika i przez całą drogę nikt nie odezwał się ani słowem. Szliśmy ulicą. nikogo oprócz nas nie było, tylko latarnie uliczne oświetlały drogę. Czułam się potwornie. Z jednej strony kręciło mi się w głowie, z drugiej nie wiedziałam co zrobić. Zawiał chłodny wiatr i wtedy przypomniało mi się, że mam na sobie bluzę Mata. Wtuliłam się w nią i zaczęłam rozmyślać co zrobię. Może spotkam się z nim pod pretekstem oddania bluzy i wtedy porozmawiamy, wszystko mu wytłumaczę. Był tylko jeden problem, no może dwa … Czy on w ogóle będzie chciał się ze mną spotkać, a jak tak, to co ja mu powiem? Tyle pytań, a odpowiedzi żadnej. No i co będzie z Jake’iem? Dlaczego znowu mnie zranił? A mówił, że wszystko będzie dobrze, że więcej nie wyrządzi mi żadnej krzywdy … Podłe kłamstwa. W końcu doszliśmy do mojego domu. Mike wszedł do środka, a ja tuż za nim.
Od razu popędziłam do swojego pokoju. Znowu się rozpłakałam. Siedziałam na łóżku przez dobrą godzinę i rozmyślałam. Co powiem Matowi? Czy będzie chciał się jeszcze ze mną kolegować? To było straszne! Co miałam zrobić, żeby mi wybaczył? Jutro jest już niedziela, a w poniedziałek szkoła! Nic się nie uczyłam, ani nawet lekcji nie odrobiłam. Non stop pakuję się w kłopoty. Pomyślałam o Jake’u. Dlaczego on znowu kłamał? Przecież mówił, że mu na mnie zależy. To takie trudne i nie sprawiedliwe! Mogłam nie iść na tą imprezę do Erika! Wtedy nie byłoby problemu! A ja jeszcze głupia, napiłam się i poszłam, po głupiego brata! Jeszcze Jake musiał tam akurat być! Po co zgodziłam się na ten taniec? Jestem debilką! Znowu wpakowałam się w jakieś gówno! Mat to już mnie kompletnie znienawidzi! Co mam zrobić?
Nie miałam już głowy do myślenia … Popatrzyłam na zegarek. Wybiła 3 w nocy. Zrobiłam się strasznie senna. Oczy zaczęły mi się kleić. Położyłam się na chwilkę. Powieki stawały się coraz cięższe, opadały tak szybko i po chwili już spałam.
Obudziłam się gdzieś o 11:00 z potwornym kacem. Pić mi się chciało, rzygać mi się chciało i jeszcze kręciło mi się w głowie. Totalna porażka, już teraz wiem jak się czuje brat po imprezie. Leżałam jeszcze chwilę na łóżku, zastanawiając się o której wrócą rodzice. Pewnie gdzieś po południu, jak wstaną, zjedzą śniadanie itd. A skoro mowa o wstawaniu to przydało by mi się rozprostować kości. Po jakiś 5 minutach ociągania się, w końcu udało mi się stanąć na nogach. Zauważyłam wtedy, że nawet się nie przebrałam wczoraj w piżamę. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Byłam cała rozmazana od płaczu i miałam pełno kołtunów we włosach, a na sobie miałam wczorajszą sukienkę i jego bluzę … Przez jakiś czas stałam, patrząc na siebie. W końcu się ocknęłam i poszłam umyć, a potem ubrać. Zeszłam na dół i skierowałam się w stronę kuchni. Usmażyłam sobie jajecznicę, zrobiłam herbatę i poszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na fotelu, włączyłam telewizor oraz zaczęłam jeść śniadanie. Po jakiś 30 minutach przyszedł mój brat.
- Jak tam po wczorajszym? – zaczął dopytywać.
- Okej, a co?
- Kacyk nie męczy?
- Niezbyt. – skłamałam - a ciebie?
- Jaaa? Ja się czuję jak nowonarodzony. – mówiąc to przeciągnął się.
- Jasneee.
- A co z Jake’iem?
- Nie wiem… Nie chcę o tym teraz rozmawiać.
- No dobra, ja idę wziąć prysznic przed przyjazdem starych.
- Noo, ok.
Po chwili odstawiłam naczynia do zlewu i poszłam do pokoju odrabiać lekcje. Najpierw wzięłam się za matmę, były jakieś głupie równania, których kompletnie nie rozumiałam. Z trudem zrobiłam je do końca i wyciągnęłam z plecaka książkę do biologii. Zaczęłam czytać ostatni temat, bo miała być kartkówka. Po wielu zmaganiach i trudach skończyłam biologię i już miałam się zabierać za geografię, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i głosy rodziców. Tato tylko krzyknął z dołu coś w stylu „już jesteśmy” i zabrałam się dalej za naukę. Myślałam, że zasnę przed książkami, tak mnie to nużyło. Postanowiłam sobie, że chwile odpocznę i położyłam się na łóżko. Zaczęłam z nudów przeglądać różne aplikacje w komórce i pomyślałam, że napiszę sms-a do Mata, chociaż niezbyt wiedziałam co. Po chwili napisałam coś w stylu.  

Hej, wiem że się na mnie gniewasz, ale to nie jest tak jak myślisz. Wcale nie wróciłam do Jake’a, nie wiedziałam, że on mnie pocałuje. Mogłam z nim nie tańczyć. Wtedy nic takiego by się nie stało, ale czasu nie cofnę. Nie wiem co powiedzieć. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie chcę cię stracić. Proszę porozmawiaj ze mną.

Po chwili namysłu wysłałam wiadomość. Miałam tylko skrytą nadzieję, że Mat ją przeczyta i mi odpisze. Bałam się jego odpowiedzi, aż kurczowo trzymałam telefon w ręce, lecz po jakiś 15 minutach zmorzył mnie sen
----------------------------------------------------- 
Mam nadzieję, że podobało wam się. Przepraszam także za opóźnienia w dodawaniu rozdziału, ale przez tydzień byłam we Włoszech i nie miałam tam neta. Proszę o komentarze i szczere opinie. Dziękuję wszystkim za czytanie mojego bloga ;D Papa ;*

środa, 9 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 3.

      Poszłyśmy na plażę, ściągnęłam buty i trzymając je w dłoni zaczęłam iść po pisaku.
W oddali usłyszałam już śmiechy i zauważyłam Mata z Filipem. Wyszli nam na powitanie.
- Siema. – odezwali się.
- No hej – odpowiedziałam z Kamilą.
- Ooo Nicole, ładnie dzisiaj wyglądasz.
- Dzięki, Mat.
- Chodźcie, już rozpalamy ognisko. – odezwał się Filip.
- Już idziemy – odpowiedziała Kamila.
Poszłyśmy jeszcze kawałek i już po kilku metrach ujrzałyśmy wyraźnie ognisko i resztę ludzi. Przywitałyśmy się i usiadłyśmy na piasku. Rick przyniósł radio, a Chris zaczynał coś przy nim majstrować. Po jakiś 20 minutach przyszli do nas Dawid i Zoey. Byliśmy już wszyscy w komplecie. Chłopcy wyciągnęli z plecaka wódkę i piwa. Matt dziewczynom zaczął rozdać po piwie, gdy doszedł do mnie spytał :
- Chcesz?
- Nieee, dobrze wiesz, że nie mogę.
- A przestań, twoich starych nie ma w domu, masz luz i jeszcze nie chcesz się zabawić.
- A jeśli przyjadą wcześniej i coś ode mnie wyczują?
- Wątpię, poza tym jedno piwo nic ci nie zaszkodzi, wyluzujesz się bynajmniej.
- No dobra
Mat otworzył butelkę i mi ją podał, a następnie sam wziął swoją, po czym usiadł koło mnie na piasku. Wzięłam łyka, niezbyt mi smakowało, ale nie chciałam wszystkim oznajmiać, że jestem nienormalna, w końcu to nic takiego wypić trochę.
- Co tak się zastanawiasz? Boisz się, że twoi starzy tu wparują? – mówiąc to trochę się zaśmiał.
- Niee, dziwnie mi tak jakoś.
- Czemu?
- Mam złe wspomnienia z tą plażą. – pociągnęłam łyka z butelki
- Czemu, jeśli mogę spytać?
- Zerwałam tu z Jake’iem.
- Przykro mi. Soryy, że zapytałem.
- A mi właśnie nie jest przykro i tak miało się to stać prędzej czy później. Nie przepraszaj, nie masz za co.
- Okej, ale przestań się już tym wszystkim przejmować.
- Dobra. – wzięłam kolejnego łyka.
Mat wyciągnął fajki i zapalniczkę z kieszeni. Odpalił papierosa i spytał :
- Może się przejdziemy?
- Noo możemy. – odparłam, pomógł mi wstać i poszliśmy.
Wziął bucha, pomyślałam, że chciałabym spróbować, zobaczyć jak to jest.
- Dasz mi spróbować?
- Co?
Skinęłam na papierosa.
- Fajkę? Po co masz niszczyć sobie życie?
- Nie chcę niszczyć życia, chociaż i tak już jest do niczego, chcę tylko zobaczyć co was tak w tym uzależnia. Po co palisz?
- Trzymaj – podał mi fajkę.
Włożyłam ją do ust i pociągnęłam. Dym podrażnił mi gardło. Zaczęłam kaszlać.
- Widzisz? To nic fajnego. – mówiąc to zabrał mi papierosa.
- Chcę jeszcze raz.
- Ojj przestań Nicole.
- Proszę.
- No dobra bierz. 
Znowu się zaciągnęłam, ale już mnie tak mocno nie dusiło. Wzięłam kolejnego bucha i oddałam fajkę Matowi.
- Nie wciągaj się w to, bo potem nie będziesz mogła przestać.
- Przecież to był tylko jeden raz, a zresztą po co mnie tak ostrzegasz? – mówiąc to kaszlnęłam.
- Bo wiem co to znaczy, też tak kiedyś miałem i nie chcę, żebyś skończyła tak jak ja, no i po prostu martwię się o ciebie.
- Nic mi nie będzie, nie musisz się martwić.
Pociągnęłam łyka piwa i po chwili poczułam rękę na swoim ramieniu. Nie wiedziałam co zrobić, czy go odepchnąć czy też nie. Nie chciałam go peszyć, ale jeszcze moje rany się wystarczająco nie zagoiły po Jake’u. Jednak postanowiłam, że zostawię go w spokoju, przecież to tylko głupie objęcie, nic takiego.
- Ten Jake był kompletnym durniem zostawiając ciebie. Jakbym ja miał taką wyjątkową dziewczynę to nigdy bym jej nie opuścił. – Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
- Proszę cię, możemy o nim nie mówić? – wydukałam.
- Dobrze, już nie będę o nim wspominać, ale jesteś wspaniała i nigdy nie znałem takiej dziewczyny jak ty. Nawet nie wiesz ile bym dał, żebyś mnie w końcu zauważyła, zaufała mi.
- Jaaa … rozumiem, ale to nie takie proste.
- Nie podobam ci się czy może mnie nie lubisz?
- Nie, to nie tak, tylko już raz się na kimś zawiodłam i nie chcę popełnić tego samego błędu. Potrzebuję czasu i sam rozumiesz.
Nagle usłyszałam telefon. Dosłownie zbawiło mnie to. Zaczęłam szukać go w torebce. Gdy już go znalazłam wyświetlił mi się napis Jake.
- Czego chcesz?
- Chciałem ciebie przeprosić, możemy się spotkać?
- Coo? Chyba ciebie powaliło. Z nami już dawno jest koniec.
- Przestań Nicole, przecież cię nie zdradziłem, kocham cię.
- To puste słowa! Mam już ciebie dość!
- Ale zaczekaj, to wszystko nie tak!
- Spieprzaj, nie chcę cię znać!
- Czekaj, nie rozłączaj się! Nicole!
Nacisnęłam na czerwoną słuchawkę. Miałam już dość. Podeszły mi łzy. Mat mnie objął, a ja nie mogłam wytrzymać dłużej. Wtuliłam się w niego i zaczęłam szlochać, on oczywiście to wykorzystał, ale potrzebowałam wsparcia, a miałam tylko jego. Tak mi było w tej chwili ciężko.  
- Przepraszam za moje zachowanie. – wyszeptałam.
- Przestań, to przecież nie twoja wina, spokojnie.
- Tylko ty mi pozostałeś, wszyscy mnie zostawili. Zawsze tak jest!! Życie jest do dupy!
- Nie mów tak, możesz na mnie liczyć. Może chodź już wrócimy?
- Dobrze. Tylko proszę nie mów nic nikomu.
- No pewnie, nie martw się już.
Otarł łzy z moich policzków, objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę ogniska. Przy nim czułam się bezpiecznie, tak inaczej, czułam, że dla kogoś jestem ważna, tylko nie potrafiłam tego docenić. Wracaliśmy jakiś czas, po czym doszliśmy na miejsce. Chłopaki zaczynali już drugą wódkę, Filip i Kamila się przytulali. Podeszłam do nich. Wzięłam od Chrisa wódkę i łyknęłam, zaczęło mnie palić w gardle, więc napiłam się soku. Wszyscy popatrzyli się na mnie jak spod byka, ale w sumie miałam to w nosie.
- A ci co się stało? – odezwał się Chris.
- Nic, po prostu chcę się zabawić. – odparłam.
- Mat, co ty jej zrobiłeś? – spytał Filip
- Nicc, nie wiem co w nią wstąpiło.
- Ajj przestańcie się tak dziwić tylko mi polejcie kolejkę.
Nie wiem co przez to chciałam osiągnąć, ale miałam już dość tego, że wszyscy uważają mnie za taką grzeczną dziewczynkę i w ogóle. W sumie to też najbardziej chciałam się pozbyć tego smutku, żalu, wyrzucić wszystko z pamięci, zapomnieć … Zaczęłam pić kieliszek za kieliszkiem. Tak fajnie się czułam, byłam taka wolna. Nie musiałam się niczego bać, wstydzić, wszystko było nie ważne. Wszyscy po chwili zaczęli tańczyć. To ja podeszłam do Mata.
- Zatańczysz? – spytałam.
- Dobra.
Zaczęła lecieć wolna muzyka, przytuliłam się do niego.  A on objął mnie w tali i zaczął coś do szeptać.
- Dlaczego tak się zachowujesz?
- Ale jak? – zachichotałam.
- Nie udawaj, wiesz o czym mówię.
- Ja tylko chciałam zapomnieć o troskach, czy to takie złe? – przybliżyłam się do niego bardziej.
- Dalej go kochasz, prawda? – na twarzy Mata zagościł smutek.
- Nie, już dawno niee …
- Jasne, mówisz tak bo nie chcesz się przyznać nawet sama przed sobą, że wciąż coś do niego czujesz.
- Nieee … Na tobie mi bardziej zależy niż na nim.
- Mówisz tak, bo jesteś pijana. Jakoś wcześniej chciałaś mnie spławić, nie jestem debilem.
- Niee, to nie prawda. Po co się kłócić skoro jest tak miło? – Wtuliłam się w niego.
Mat schylił głowę, pocałował mnie w czoło.
- Chodź zaprowadzę cię do domu – powiedział.
- Ale dlaczego?
- Jest już późno, prawie 24:00. Musisz już wracać na chatę.
- No dobra, ale jeszcze musisz ze mną zajść do Erika.
- Co? Po co? Dobrze wiesz, że nie jesteś w stanie tam pójść.
- Bo tam jest mój brat, a ja obiecałam, że go przypilnuję, no i on już też musi być w domu.
- No dobra to chodź. – mówiąc to Mat, schylił się po moją torebkę i buty oraz swoją parę trampek. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy w drogę.  
Gdy już wracaliśmy Mat prowadząc mnie po plaży, powiedział :
- Słuchaj, soryy, że tak to wyszło, nie chciałem cię upić, to moja wina. Nie powinienem dawać ci tego piwa a tym bardziej jeszcze cię namawiać, żebyś się napiła, co ze mnie za koleś. Przykro mi z tego powodu.
- To nie twoja wina, to ja chciałam wypić. – zaśmiałam się. – Fajnie było, pierwszy raz się tak bawiłam, zresztą nadal jest fajnie.   
- Nie wiesz co mówisz, później będziesz miała problemy. - W tej chwili kichnęłam. – W ogóle ja nawet manier nie mam, sam idę w bluzie, a ty marzniesz. – Mat ściągnął z siebie bluzę i mi ją dał. – Trzymaj.
- Ale ci pewnie będzie zimno.
- A tam gadasz, mi jest gorąco.
- W samym podkoszulku? 
- W samym podkoszulku, najważniejsze że tobie jest ciepło, reszta się nie liczy.
- Dziękuję, za wszystko, za tą bluzę i za to że się mną opiekujesz. Nigdy nie miałam takiej osoby.  
- Nawet nie wiesz jak bardzo mi na tobie zależy.
W tej chwili zrzucił nasze buty na beton. Założyliśmy je, chociaż ja miałam z tym pewne trudności, bo kręciło mi się w głowie, a potem poszliśmy dalej.

niedziela, 6 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 2.

Drugi rozdział jest dość długi, ale myślę, że jakoś sobie z nim poradzicie. Życzę miłego czytania.

-----------------------------------------

Gdy się obudziłam, było już dobrze po 11. Szybko wstałam, ubrałam kapcie i poszłam do łazienki. Tam się umyłam i ubrałam. Kiedy ściągnęłam piżamę, popatrzałam na świeże rany. Włożyłam na siebie sukienkę i zeszłam na dół. Z salonu dobiegły mnie niewyraźne odgłosy mojego barta i kogoś jeszcze:
- Słuchaj staryy, tak to bywa.
- No ale ja … aa mam dość … Będzie mnie szantażować … - Usłyszałam tylko niektóre słowa mojego brata.
- No spoko nie przejmuj się, też wiem co to znaczy.
- To mogę ją zabrać?
- Noo ok., ona nie jest wcale taka zła.
- Jasneee. Nie wiesz co mówisz.
W pewnej chwili się wkurzyłam, że brat mnie obgaduje, ale z drugiej strony już wiedziałam kto u niego był.
Weszłam do pokoju.
- O cześć Nicole.
- Hej Erik.
- Słyszałem, że do mnie wpadasz dzisiaj? Zapraszam.
- Dzięki, ale chyba jednak nie skorzystam. – Sama nie wiedziałam co sobie chciałam dzięki temu udowodnić.
- Czemu?
- Nie mówiłam tego poważnie o tej imprezie.
- Wpadaj, będzie spoko.
- Jak nie chce to nie musi iść. – odezwał się Mike.
- No dobra, to ja już spadam, siema – Powiedział Erik.
- No siemano – odpowiedział Mike.
- Mam nadzieję, że przyjdziesz Nicole.
- Wątpię. – zarumieniłam się, a brat to oczywiście zauważył, tuż po wyjściu kolegi zaczął mi złośliwie dogryzać.
- No, no, no, to ja już wiem dlaczego chciałaś iść na tą imprezę.
- No coo? Chciałam ci udowodnić, że nie jestem małą dziewczynką i potrafię o siebie zadbać i  również złamać reguły, ale jednak pomyślałam, że nie będę ci psuć wieczoru.
- Taaa, a tu nie chodzi przypadkiem o Erika?
- Coo? No chyba nie!
- Dobra, dobra niech ci będzie. Ale to nie jest trochę dziwne, że zrywasz z chłopakiem i już startujesz do następnego? – tym zdaniem sprowokował mnie i po chwili wybuchłam.
- Coo?! Uważasz, że ja jestem jakąś pierwszą lepszą?! Coś cię chyba boli! Do nikogo nie startuję! Chciałam się trochę zabawić, pozbyć problemów, zapomnieć o Jake’u, ale nie szukać nowego chłopaka! Nawet nie wiesz jak ten głupi idiota mnie potraktował!
- No dobra, spokojnie, przecież żartuje sobie.
- Gdzie są w ogóle rodzice?
- Pojechali.
- Na imprezę?
- Nie do babki, a do ciotki będą jechać o 17, więc o 18:30 idzię do Erika.
- Dobra, ja wychodzę.
Zdenerwowana poszłam w stronę drzwi wyjściowych. Wzięłam tylko swoją torebkę i wyszłam z domu. Na dworze było pięknie. Na niebie nie było żadnej chmurki, a słońce oślepiało mnie swym blaskiem. Wyjęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne i nałożyłam je. Postanowiłam przejść się do parku. Przechadzałam się jedną z alei, gdy ujrzałam ławkę. Tą ławkę, na której go poznałam. Tą ławkę, na której z nim siedziałam. Tą ławkę, na której wyryliśmy swoje inicjały. Tyle wspomnień … Tyle cierpień … Dlaczego ja właśnie musiałam się w nim zakochać? Nie mógł kto inny? Często zadaję sobie takie pytania. Usiadłam na ławce. Pomyślałam o Eriku, czy naprawdę mnie zaprosił? A może powiedział to tylko, że bart mu kazał? Co on w ogóle sobie o mnie myślał? Pewnie to co Mike! Wcale nie chce mi się iść na tą imprezę, obiecałam rodzicom, że będę pilnować brata, ale jednak zrezygnuję. Udawałabym, że jestem inna, a tak naprawdę znowu byłabym grzeczną dziewczynką, która się słucha swoich rodziców i robi to co oni chcą. Życie jest żałosne. Nie dziwię się, że Jake znalazł sobie nową dziewczynę, skora ja jestem taką niedorajdą. To jakiś koszmar. Co ja sobie myślałam? Że chociaż raz mogę się poczuć szczęśliwa? Co za brednie! Usłyszałam z dala jakiś odgłos. Spojrzałam w lewą stronę. Z daleka widziałam niewyraźny kształt męskiej sylwetki, która zbliżała się w moją stronę. Obróciłam się w prawo. Nagle usłyszałam za sobą znajomy głos.
- O Nicole! Wszędzie cię szukałem. – mówił to Jake.
- Co chcesz?
- Chciałbym cię przeprosić.
- Trzeba było najpierw użyć tej tępej łepetyny, a nie teraz po fakcie!
- Przykro mi bardzo, wiem że cię skrzywdziłem, ale nie zrobiłem tego specjalnie.
- No pewnie, jesteś niewinny! Przecież nie zdradzałeś mnie specjalnie, to tylko dziewczyna rzuciła ci się w ramiona!
- To nie tak! Jaaa … tylko … yhhh … Nie wiem co powiedzieć.
- Może najlepiej prawdę?
- Nie uwierzyłabyś mi.
- No zobaczymy. Wysil się …
- Bo ta dziewczyna to moja była i …
- No super! Zdradzasz mnie za plecami ze swoją eks!
- Nieee! To nie tak! Poczekaj! Daj mi się wytłumaczyć, a potem się drzyj!
- No dobra, dawaj.
- Byłem wtedy w parku, bo mieliśmy tam się spotkać na tej naszej ławce i czekałem jakiś czas na ciebie, gdy przyszła Marion. Powiedziałem jej żeby spadała, ale ona nie chciała  słuchać, zaczęła mnie szantażować, że skoro jej nie chcę to ona się zemści na mnie i na tobie! Ja mówiłem, że mam to gdzieś i że tylko ciebie kocham! A ona w pewnej chwili rzuciła się na mnie i nawet nie zdążyłem jej odepchnąć, bo sama odskoczyła. Pomachała mi tylko ręką i powiedziała, że dokonała zemsty! Na początku nie wiedziałem o co jej chodzi, ale potem zobaczyłem ciebie za krzakami i wszystko zrozumiałem. Tak mi przykro z tego powodu.
- I ja mam ci wierzyć? Wymyśliłeś tą bajkę na poczekaniu a ja mam ci od razu wybaczyć i powiedzieć, że nic się nie stało? Że to nie twoja wina?!
- No nie, ale to prawda! Wiedziałem, że tak będzie!
- Skoro wiedziałeś, to po co się z nią obściskiwałeś?
- Dobrze wiesz, że wcale tak nie było!
- Dobra, skończ już! Nie chcę tego więcej słuchać!
- Dobrze, ale przemyśl to!
I znowu zostałam sama. Nie wiedziałam co zrobić! Czy mu zaufać? Ale to tak boli! Ta rana w sercu! Ale przecież widziałam ich! A może nie do końca? Sama nie wiem. A już myślałam, że o nim zapomniałam! Że wybiłam sobie go z pamięci! To jego wina! To wszystko przez niego! Co mam począć? Chyba zaraz się rozpłaczę. Nie mam już siły, ani nerwów na to wszystko. Jeszcze dzisiaj muszę pilnować brata debila. A co jeśli bym poszła na tą imprezę i on też tam by był? Co wtedy? Wiem! Pokażę mu, że już go nie potrzebuję i jestem niezależna!
Siedziałam tak jeszcze przez dłuższy czas. Spojrzałam na zegarek. O matko! Jest już tak późno! Prawie 15! Dobrze, że rodziców nie ma w domu, a może już są? Pora wracać. Wstałam z ławki i poszłam w kierunku domu. Kiedy weszłam do środka, jak na moje super szczęście rodzice już byli.
- Gdzie byłaś? – spytał ojciec.
- Oj tato, poszłam na chwilę do Kamili.
- O 17 jedziemy do ciotki. Macie z Mike’iem siedzieć w domu. Może akurat ty będziesz siedzieć, ale masz pilnować brata.
- Jasneee, tak jak zawsze. Ja mam pilnować, żeby nie wpadł w kłopoty.
- Nooo właśnie. Moja córcia. – po tych słowach ojciec mnie przytulił.
- Dobra, to ja idę do pokoju.
Wyrwałam się z uścisku taty i popędziłam na górę. Nie wiedziałam co mam zrobić. Może lepiej byłoby gdybym została w domu. Bynajmniej nikt by mnie nie obgadywał, a tak to zaraz będzie, że się niepotrzebnie wpraszam i w ogóle, ale znowu obiecałam rodzicom, że będę mieć brata na oku, jak znowu przyjdzie napity do domu, to będę miała przejebane, bo miałam go pilnować, a go kryłam. Co mam zrobić? Już wiem! Później przyjdę go sprawdzić. Pójdę mu to oznajmić. Weszłam do jego pokoju.
- No czego chcesz?
- Nie będę z tobą szła na imprezę.
- Naprawdę? Jasneee …
- No nie pójdę. Nie będę cię pilnować i wpieprzać się w twoje życie.
- Dzięki. Ale rodzicom nic nie powiesz?
- Nie, jeśli będziesz o 24:00 w domu.
- Co ja nie mam przecież 12 lat!
- Aleee masz dużo lat! Aż 16! Ja mogę być zawsze maksymalnie do 23:00.
- No to co? Ale ty jesteś młodsza o rok, no i dzisiaj nie będzie rodziców.
- Dobraa, niech ci będzie. Ale nie siedź do rana.
- Będę gdzieś o 1:00 – 2:00
 - Dobra. 
Ktoś zadzwonił do drzwi. Pobiegłam na dół otworzyć. Był to Erik.
- Hej.
- Siema, wpadłem tylko na chwile do Mike’a.
- Okej, wejdź.
Wszedł, rozebrał się i zaprowadziłam go na górę.
- To o której do mnie przyjdziecie? – spytał Erik, jak szliśmy po schodach.
- Ja nie idę. Miałam tylko przypilnować brata, ale pomyślałam, że nie będę się wpieprzać w jego życie.
- Coo? Wcale nigdzie się nie wpieprzasz. Dawaj …
- Nie świruj i tak nie przyjdę.
- No chodź fajnie będzie.
- A przestań. Tylko mogę cię o coś poprosić?
- Pewnie, a co?
- Pilnuj Mike’a. Bo jak się za bardzo nawali to ja będę mieć przejebane.
- Jasne.
Weszliśmy do pokoju mojego brata.
- Masz gościa. – odezwałam się do niego.
- Ooo siema Erik!
- No hej. 
Zamknęłam drzwi od jego pokoju i już miałam iść gdy pomyślałam, że podsłucham po co przyszedł Erik.
- A o czymś zapomniałeś, że znowu przychodzisz?
- A no mam sprawę.
- Tyyy właśnieee! Wiesz, że moja siostra nie idzie. No to zabalujemy! Hehe, ale będzie zajebiście!
- A tam gadasz, samą ją zostawisz? To może weź już ją ze sobą? Jeszcze potem się okaże, że nas wyroluje i będziemy mieli przejebane człowieku.
- A przestań, zawołam do niej Kamilę. Ona nic nie powie rodzicom.  
- Aaa to spoko, ale będzie jazda.
Nie chciałam już słyszeć nic więcej, poszłam do swojego pokoju.
Wiedziałam, że nikt mnie tam nie chcę! Erik bał się tylko o swoją dupę. A tak mnie zapraszał i w ogóle. Mam już tego dość. Przypomniał mi się Jake dzisiaj w parku. Co ja mam w końcu zrobić? Czy wrócić do niego? Ale to tak cholernie boli, ta zdrada. Jak go poznałam to też się uganiał za dziewczynami. Pewnie znowu by mnie zdradził. On taki już po prostu jest! Tyle emocji się we mnie gotowało. Znowu wyciągnęłam żyletkę. Chciałam się tego wszystkiego pozbyć. Zrobiłam nią trzy pociągnięcia na nodze niedaleko kostki, żeby rodzice nie zauważyli. Krew znowu zaczęła się sączyć. Odprężyłam się, rana trochę zapiekła. Kropla krwi spadła na podłogę, więc wyjęłam z szuflady chusteczki i ją powycierałam. Jedną chusteczkę przyłożyłam do ran. Popatrzałam na zegarek, była już 16:00. Rodzice szykowali się do wyjścia. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Trochę się wystraszyłam, że zaraz ktoś wejdzie i zobaczy żyletkę, więc ją najpierw schowałam, a potem odebrałam.
- Halo – powiedziałam
- No siema, idziesz dzisiaj z nami na imprezę? – spytał Mat, czyli mój kolega z klasy.
- Nie wiem, chyba nie. – rana zapiekła, a krew nadal leciała.
- Czemu? Dawaj, rama będzie.
- Czy ja wiem … A gdzie będziecie szli? – spytałam, po co to nie musiałam się pytać, bo to akurat było wiadome, że dzisiaj sobota i wszyscy piją.
- No dawaj, rzadko z nami nie chodzisz, a jak już jesteś, to siedzisz i nawet się nie bawisz. Chyba zrobimy ognisko na plaży. Dawaj zabawisz się.
- Nie chodzę z wami, bo ja nie piję.
- A tam gadasz. To chociaż dotrzymaj nam towarzystwa. Zrób to dla mnie. Będzie mało osób, bo wszyscy idą na tą bibę do Erika, a my nie chcemy do niego iść. Pewnie będzie sztywno i w ogóle.
- No dobra przyjdę. A kto jeszcze będzie? – poddałam się.
- Rick, Chris, Kamila, Filip, Zoey, Dawid. Może jeszcze się kogoś skołuje.
- Kamila też będzie? Nawet o tym nie wiedziałam.
- A noo będzie. Zresztą to ona chciała najbardziej, żebyś przyszła.
- Ahaa okej, to powiedz jej, że przyjdę. Albo nie ja zaraz do niej zadzwonię.
- Spoko, to na razie.
- Pa.
Rozłączyłam się. Czy to na pewno dobry pomysł? A co z Mike’iem? Nie wiem … Ale muszę się chociaż raz zabawić w swoim nędznym życiu. Pójdę tam. Ale najpierw trzeba zadzwonić do Kamili, to ona mnie w to wszystko wrobiła. Znalazłam jej numer w telefonie i się połączyłam.
- Halo
- Noo Kamila co ty wymyśliłaś?
- Co już na mnie naskakujesz? O co ci chodzi?
- Dobrze wiesz o co. Debilu głupi. Haha … Nie udawaj, że nie wiesz o imprezie na którą sama idziesz.
- A tam gadasz. No a ty pewnie idziesz ze mną. Więc przyjdę po ciebie o 19:00, ale teraz muszę kończyć, papa.
- Czekajjj … Ejj noooo Kama … Debilu nie rozłączaj się …
Noooo super, rozłączyła się. Specjalnie to zrobiła. Wiedziała, że się zdenerwuję i dlatego to zrobiła. W sumie z jednej strony się jej nie dziwię. Lepiej pójdę się przyszykować, a nie marudzę. Pomalowałam się, ułożyłam włosy i założyłam na siebie niebieską sukienkę i wzięłam do niej czarną torebkę. Miałam nadzieję, że innym się spodobam. Zawsze to jakaś odmiana po tym wszystkim. Po jakieś chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Starłam resztkę krwi z nogi i pobiegłam otworzyć.
- Uuuu Nicole, ale się odpicowałaś. Ślicznie wyglądasz.
- Hehehe, dzięki.
- Idziemy?
- No możemy, tylko poczekaj założę buty i zamknę dom. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak podobał się? Zapraszam do komentowania, jest mi bardzo miło, jak doceniacie moją pracę. Dziękuję wszystkim za przeczytanie. Do zobaczenia ;D 

sobota, 5 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 1.

      Biegnę tak szybko, ile tylko mam siły w nogach. Nie zatrzymuję się. Nie patrzę za siebie. Widzę jak piasek pod moimi stopami się zapada, słyszę szum fal rozbijających się o brzeg morza, a po policzkach spływają mi łzy. Czuję się tak, jakby moje serce zostało rozerwane na milion małych kawałeczków. Ta pustka w środku jest nie do wytrzymania. Już dłużej nie dam rady. Nogi już się mnie nie słuchają. Muszę spojrzeć w tamtą stronę, zobaczyć czy on jeszcze tam jest. Odwracam się nie zaprzestając biegu, patrzę, jest pusto, nikogo nie ma. Po chwili padam na piasek całkowicie bezbronna. Zaczyna się ściemniać, słońce chowa się powoli za linią morza. Już nawet nie zwracam uwagi na łzy nadal cieknące strużkami po mojej twarzy. Teraz to wszystko jest mi obojętne. Kładę się na pisaku, jest coraz zimniej, ale chociaż jestem w letniej sukience, to nie odczuwam tego. Chcę tylko o tym jak najszybciej zapomnieć, wyrzucić ten fragment życia z mojej pamięci, ale nie mogę … Jeszcze nigdy nikt nie wyrządził mi aż takiej krzywdy.
      Nagle w oddali słyszę jakieś głosy. Nie odwracam się nawet w tamtą stronę, bo może to właśnie on woła. Wpatruję się w fale, lecz słyszę coraz bardziej, coraz bliżej mnie słowa. W końcu udaje mi się rozpoznać w ich swoje imię. Zerknęłam kątem oka w tamtą stronę, ktoś mnie dostrzegł, biegnie  tutaj. Drgnęłam, chciałam uciekać, ale nie miałam siły się podnieść. Po chwili usłyszałam głos osoby, której tak bardzo nie chciałam usłyszeć.
-Bożee Nicole! Co ci się stało?
- Jeszcze masz czelność się o to pytać? – Po tych słowach, usiadłam na piasku.
- Jak to? – był zdziwiony, chociaż, pewnie tylko takiego udawał.
- Myślisz, że jak będziesz z innymi dziewczynami się zabawiał to ja będę to tolerować?!
- Co? Nie! Coś ci się musiało pomieszać w głowie! Nie zabawiam się z żadnymi laskami!
- Aaa to całowanie się nie zalicza? Myślisz, że ja pozwolę na to byś zdradzał mnie po kątach?! I nie próbuj kłamać, albo się wymigiwać! Ja wszystko wiem, widziałam jak się obściskiwałaś z jakąś lafiryndą w parku!
- Pewnie mnie z kimś pomyliłaś! Nie byłem dzisiaj w żadnym parku! Coś musiałaś pomylić!
- Ooo następna ciekawa bajeczka, jak to biedny, niczego nie świadomy Jake jest oskarżany o coś czego nie zrobił, tak?
- Słuchaj, chodź do domu, usiądziemy na spokojnie i wszystko sobie wyjaśnimy.
- Nigdzie nie idę, tym bardziej z tobą! Co boisz się, że twoja druga dziewczyna zobaczy tu ciebie ze mną? Oj przepraszam, może to 4? Skąd mogę wiedzieć ile ich tam masz! Ale wiesz co? Jednej już się pozbyłeś!
- Zrywasz ze mną?!
- Tak, idź stąd i trzymaj się z dala ode mnie!
- A żebyś wiedziała, że pójdę! Nie będę tutaj się z tobą użerał! Jak zmądrzejesz, to sama do mnie przyjdziesz! – po tych słowach oddalił się ode mnie.
Siedziałam w kompletnej ciszy jeszcze przez jakiś czas, dopóki on nie zniknął w ciemnościach i po chwili wybuchłam płaczem. Wszystkie emocje, które cały czas w sobie dusiłam, wyszły ze mnie w jednym momencie. Nie mogłam już wytrzymać… Przecież przedtem było tak pięknie. Te wszystkie chwile w oka mgnieniu zostały zniszczone. Czy ja naprawdę chciałam od niego aż tak dużo? Pragnęłam tylko wzajemnej miłości, czy to dla niego było tak wiele? Mam już wszystkiego dość … Nie mam na nic siły, ale próbuję się podnieść. Nagle słyszę dźwięk telefonu, patrzę na ekran i wyświetla mi się napis mama, po chwili odbieram połączenie.
- Halo.
- Gdzie ty jesteś? – nie wiedziałam co powiedzieć.
- U Kamili, mogę jeszcze trochę u niej posiedzieć?
- Jest już późno, miałaś być pół godziny temu w domu.
- Proszę … - nie miałam pojęcia co powiedzieć, przecież nie mogłam się matce pokazać w takim stanie, po chwili palnęłam – bo my oglądamy filmy i jak się skończy to przyjdę.
- No dobra, niech ci będzie, masz czas do 22.00.
- Dzięki mammmo – zadrżał mi głos, ale na szczęście matka tego nie zauważyła – to pa.
- Pa.
Po chwili, znowu siedziałam sama na plaży, ale postanowiłam, że naprawdę pójdę do Kamili, ona może chociaż pomoże mi się ogarnąć. Wstałam, otrzepałam się z piasku i zaczęłam szukać moich klapek, były one kilka metrów ode mnie. Założyłam je i skierowałam się do wyjścia z plaży. Szłam powoli, jakoś nie śpieszyło mi się. Po jakiś 20 minutach ociągania dotarłam do domu Kamy. Zapukałam, po jakimś czasie Kamila otworzyła drzwi.
- Boże Nicole! Co ci się stało? – i znowu, po raz drugi usłyszałam te głupie i niepotrzebne słowa…
- Niccc … Jesteś sama w domu?
- Jasne, nikogo nie ma, wejdź.
- Możesz mi powiedzieć co się dzieje?
- Zerwałam z Jake’iem.
- Dlaczego?
- Bo mnie zdradził. – Oparłam oschło.
- Jezu, tak mi przykro. – Po chwili Kama mnie przytuliła.
- Pomożesz mi się ogarnąć? Za godzinę mam być w domu.
- Jasne. – Uśmiechnęła się lekko i zaprowadziła mnie do łazienki.
Tam umyłam twarz, uczesałam się, pozbyłam reszty piasku, pomalowałam i wyglądałam jak nowa, tylko miałam jeszcze trochę oczy opuchnięte od płaczu, ale to powinno niedługo zejść.
- Dzięki, jesteś naprawdę najlepszą przyjaciółką. – wyznałam.
- Nie ma za co.
- Idź już, bo się spóźnisz do domu.
- Jasne, paaa
- Do zobaczenia.
Nałożyłam buty i poszłam na chatę. Kiedy wchodziłam do przedpokoju nie dałam nic po sobie poznać. Zawołałam tylko:
- Już jestem.
- To dobrze – odkrzyknęła matka, po chwili dodała jeszcze – ja teraz wychodzę z tatą do sklepu, brat będzie za godzinę.
- Ok. – odpowiedziałam
Od razu weszłam na piętro do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam znowu płakać. Włączyłam muzykę. Miałam strasznego doła. Przeglądnęłam utwory i natrafiłam na piosenkę Piha – „Nigdy już nie wróci”. Wszystko zaczęło mi się przypominać. Przy początku piosenki jeszcze bardziej się rozżaliłam:

„Czwarta nad ranem, oczy nie wyspane,
Nie mogę zasnąć za oknem płacze deszcz,
To do Ciebie, wiesz? Czy mnie pamiętasz?
To najszczerszy tekst, piszę go od serca.
Samotność jak gorączka nocą dopada,
Sam na sam z bezsennością bez skutku się zmagam.
Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać,
Cały mój świat w Twojej osobie by się streszczał”.

Nie mogłam już tak dalej, podeszłam do półki. Wyciągnęłam spod sterty książek, mały przedmiot – to była żyletka. Przez chwilę na nią patrzałam. Z jednej strony nie chciałam tego robić, ale drugiej coś mnie do tego popychało. Usiadłam na krzesło, położyłam rękę na biurko, zrobiłam pierwszą kreskę po boku. Z rany zaczęła się sączyć krew, ale nie chciałam tego powstrzymać. Po drugim cięciu zrobiło mi się lepiej, odłożyłam żyletkę. Czułam ciepłą stróżkę krwi cieknącej po ręce i lekki ból. Spojrzałam na zegarek, obok niego stało zdjęcie w ramce, nasze zdjęcie. Zrzuciłam je z biurka. Nie mogłam na nie patrzeć. Poszłam do toalety. Włożyłam rękę do zlewu i odkręciłam kran. Rana zapiekła, ale jakoś nie specjalnie się tym przejęłam. Zmyłam krew. Po chwili popatrzałam w lustro. Byłam cała rozmazana. Napuściłam sobie wody do wanny. Rozebrałam się i zanurzyłam. Było mi o wiele lepiej. Gdy się ubrałam w piżamę i zeszłam na dół, brat już siedział przed telewizorem. Spojrzałam na niego. Kiedy on popatrzał w moja stronę, opuściłam rękawy w piżamie, by nie zobaczył ran.
- Co jest? – spytał.
- Nic, a co ma być? – odparłam.
- Widziałem się dzisiaj z Jake’iem.
- No i co z tego? – Mike zaczynał mnie już powoli wkurzać.
- No nic, tylko powiedział, że z nim zerwałaś.
- To nie twoja sprawa.
- Spokojnie, nie tak ostro.
- To po co się wtrącasz?
- Nic się nie wtrącam, sam mi się zaczął żalić.
- Ta jasne, zgrywał wielce poszkodowanego.
- Może … Nie wnikam.
- No i dobrze.
Poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki mleko, a z szafki płatki i miskę. Zrobiłam sobie kolacje i poszłam do salonu. Gdy usiadłam na sofie, Mike zapytał:
- W sobotę rodzice idą na imprezę do znajomych?
- Chyba tak, ale nie wiem dokładnie.
- Aha, aaa wrócą stamtąd pojutrze, czy w ten sam dzień?
- Nie wiemm, po co się mnie pytasz?
- Aaa nic … Nie ważne …
- Właśnie, że ważne … No mów!
- No, bo Erik zapraszał mnie na imprezę.
- I co z tego?
- No chcę na nią pójść, ale rodzice mi nie pozwolą, nie wydasz mnie?
- Nie, spoko.
- Dzięki
- A zresztą ja tez sobie wyjdę.
- Tyyy? Gdzie?
- To, że mam 15 lat, to nie znaczy, że nie potrafię się bawić, jestem tylko o 1 rok od ciebie młodsza.
- No wiem, ale ty to zawsze taka jesteś, że słuchasz się rodziców i w ogóle. Taka grzeczna dziewczynka.
- Wcale nie, zobaczymy.
- Tylko się nie upij, bo nie chcę mieć problemów.
- Ja? Chyba tyy!
- No widzisz? Ty byś nie tknęła alkoholu i tym się różnimy.
- Nie jestem gorsza od ciebie.
- No noo.
- Dobra, idę z tobą do Erika.
- No chyba niee!! Nie jestem niańką!!
- Nie to nie, ale ty też nie pójdziesz!
- Szantażystka!
- Dalej jestem grzeczną dziewczynką?
- Takk, szantaż ci nie pomoże.
- Ale ty nie pójdziesz na imprezę.
- Dobra niech ci będzie, ale ani słowa rodzicom, bo jeszcze bardziej zgarnę.
- Ok., miło mi się z tobą robi interesy.
- Haha, ale jesteś zabawna.
- No widzisz jaką masz fajną siostrę?
- Bardzo …
- To ja już sobie idę na górę.
- A idź i nie wracaj.
Poszłam do pokoju, położyłam się na łóżko i zasnęłam. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
I jak? Podoba wam się? Mam nadzieję, że tak. Proszę skomentujcie ten post, bo nie wiem czy to wam przypadło do gustu. Jeśli tak, to wkrótce dodam następny rozdział. Więc piszcie ...
Paaaa ;*

Witam

Postanowiłam pisać książkę, ale nie wiem czy będzie ona się wam podobać, więc będę ją wstawiać tutaj. Myślę, że nie jest zła. Może opowiem wam ją w skrócie.

Główną bohaterką tej powieści jest Nicole. Ma ona chłopaka, którego bardzo kocha, lecz on ją zdradza. W końcu dziewczyna nakrywa go na tym i go rzuca. Bardzo cierpi, zaczyna się ciąć. Niedługo potem pod nieobecność swoich rodziców idzie na imprezę na plaży, na którą zaprosił ją jej kolega z klasy - Matt. Chłopak próbuje wyznać jej miłość , ale w tym samym czasie dzwoni do niej były - Jake. Dziewczyna nie wytrzymuje tego napięcia i szuka poparcia w swoim kumplu. Jak to się zakończy? Czy dziewczyna pozna w końcu co to prawdziwa miłość? Sami zobaczcie ...

A teraz coś o tej historii :