poniedziałek, 25 lutego 2013

ROZDZIAŁ 5.



 Bardzo wszystkich przepraszam, za te straszne opóźnienia w dodawaniu rozdziałów. Teraz mam bardzo mało czasu, jestem w trzeciej gimnazjum, zbliża się egzamin i po prostu większość czasu spędzam na uczeniu się. Spróbuję to wszystko jakoś nadrobić. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście ;D


„Idę ulicą, nieznaną mi drogą. Nie wiem gdzie, po co i nie wiem dla kogo.”
Nie odwracam się za siebie. Słyszę ciche szepty, idę coraz szybciej, słyszę czyjeś kroki, serce zaczyna mi mocniej bić, nie wiem co zrobić … Zaczynam przyśpieszać, prawie biegnę. Zauważam jakiś zaułek, nie wiem dlaczego ale właśnie tam skręcam. Robi się coraz ciemniej, prawie nic nie widać … Słychać tylko zasapane oddechy na lekkim wietrze. Dobiegam do końca… I co teraz? Kucam w jakimś ciemnym zakamarku, mając nadzieję, że jednak mnie nie zauważy. Niestety myliłam się… Coraz bardziej się zbliża, nie widzę twarzy, tylko kontur jego postaci. Schylam głowę i czekam w niepewności na swój koniec, kiedy nagle słyszę przeraźliwy dźwięk.
Otwieram oczy. Już jego nie ma… Ani jego, ani tego zaułku. Nie jest już ciemno, wręcz przeciwnie, światło wpada przez okno do wnętrza. Nagle zdaję sobie sprawę, że jestem w swoim pokoju i to był tylko sen. A jednak taki realistyczny, mroczny, pełen strachu, obaw i wszystkiego najgorszego. Jak dobrze, że to nie działo się naprawdę.  Spoglądam na zegarek, jest godzina 17:30. Tyle czasu spałam. Oprócz godziny zauważam coś jeszcze… Ikonę na którą tak długo czekałam. A jednak odpisał! Czym prędzej nacisnęłam na wiadomość. Oczy zaczynają mi się szklić. Po chwili po policzku spłynęła mi łza. Ten sms  mnie jeszcze bardziej dobił.

Nie musisz się przede mną tłumaczyć, to twoje życie i rób z nim co chcesz. Mam już tego wszystkiego dość, tych ciągłych kłamstw, kłótni  i wg. Nie chcę się już w to wtrącać i mieć z tym coś wspólnego. Chcę zacząć żyć od nowa, bo ty prędzej czy później wrócisz do niego, a ja nie chcę znowu zostać sam  na lodzie. Dajmy sobie z tym wszystkim na razie spokój. Chcę sobie wszystko od nowa poukładać.

Mowę mi odjęło, nie wiedziałam co zrobić. Wszystko się waliło, dlaczego życie jest takie okropne. Co mu odpisać? Nic nie odpiszę, nie dam rady. Myślałam, że w końcu zaznam chociaż odrobiny szczęścia… A tu co? Gówno! Tyle problemów spadło na mnie tak nagle, jak się z nimi uporać? A co będzie jutro w szkole? Przecież jesteśmy w tej samej klasie, jeszcze w dodatku siedzę z nim na matmie. Może uda mi się z nim porozmawiać. Mam taką nadzieję… W końcu nadzieja wiarą głupich.
Nie mogę tak bezczynnie siedzieć, pójdę na dół zobaczyć co robią rodzice. Ale najpierw wytrę łzy. Gdy zeszłam po schodach w salonie siedział Mike z ojcem i oglądali mecz, a mama krzątała się w kuchni, jak to ona ma w zwyczaju. Usiadłam na fotelu w salonie i zaczęłam coś szperać w telefonie. Strasznie mi się nudziło. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Jeszcze w dodatku przejmowałam się tą całą sytuacją z Matem i Jake’iem. Po chwili mama weszła do salonu z pizzą. Oczywiście brat pierwszy się na nią rzucił. Po zjedzeniu dwóch kawałków udałam się do swojego pokoju. Zaczęłam szperać w półce, wyciągnęłam piżamę i poszłam jeszcze w stronę biurka. Otworzyłam szufladę w poszukiwaniu kremu do twarzy, gdy natknęłam się na żyletkę. Łza spłynęła mi po policzku, popatrzałam na swoje ręce. Nie chciałam znowu po nią sięgać, co by mi to dało? Te uczucie … Nie chciałam się od tego cholerstwa uzależnić, jednak to mnie tak kusiło, tak ciągnęło, jak alkoholika ciągnie do piwa, wódki czy spirytusu, byle by tylko było. Już miałam po nią sięgnąć, gdy wycofałam się. Nie zrobię tego, przecież taka nie jestem. Koniec z tym gównem, nie będę sobie robić krzywdy z jego powodu. Zatrzasnęłam półkę i udałam się do łazienki.
      Po umyciu poszłam do pokoju i wzięłam laptopa z biurka na łóżko. Położyłam się, przykryłam kołdrą i odpaliłam kompa. Gdy w końcu się uruchomił, nacisnęłam na przeglądarkę i wpisałam w miejsce adresu strony internetowej facebook.pl. Zalogowałam się i zaczęłam tak sobie tablice przeglądać. Natknęłam się na zdjęcia dodane z imprezy u Erika. Zaczęłam je wszystkie po kolei przeglądać. Na pierwszym był tłum bawiących się osób, na drugim Mike z flachą wódki pokazujący środkowy palec. Nacisnęłam na następną fotkę, widniał na niej Jake z Erikiem i kilkoma dziewczynami, a na kolejnej byłam ja idąca za Matem. Nawet nie wiedziałam, że ktoś mi zrobił zdjęcie, wyglądałam tam jakbym była w totalnej rozsypce. Moja postać próbowała się przedrzeć przez tłum ludzi, w oczach miałam łzy, wyraz twarzy wyrażał moje emocje, takie jak żal, cierpienie, rozpacz. Nie mogłam już dłużej na to patrzeć. Wyłączyłam komputer. Podniosłam z ziemi pilota do telewizora i nacisnęłam czerwony przycisk. Zaczęłam lecieć po kolei po wszystkich kanałach szukając jakiegoś filmu. Na tvn’ie natknęłam się nawet na „zmierzch”, ale nie chciałam się rozczulać. Naciskałam dalej na strzałkę na pilocie w poszukiwaniu czegoś fajnego. Niestety nic nie znalazłam, więc musiałam wrócić do „zmierzchu”. Oglądnęłam film do końca, po czym o ok. 23.00 zasnęłam.
Rano obudził mnie dźwięk budzika. Jak ja nienawidzę poniedziałków. Po prostu jakiś koszmar. Cóż mogłam poradzić, po jakiś 15 minutach nareszcie zwlekłam się z łóżka. Wyciągnęłam z szafy błękitną bluzkę na ramiączkach i krótkie, granatowe spodenki. Poszłam do łazienki się ubrać, pomalować i uczesać. Fryzury nie miałam zbyt skomplikowanej. Jednym słowem walnęłam sobie koka na głowie. Gdy zeszłam na dół brat już jadł śniadanie. Sama naszykowałam sobie płatki, podeszłam do stołu w kuchni i zaczęłam je jeść. Brat się do mnie jakoś szczególnie nie odzywał, więc ja też nie miałam takiego zamiaru. Po odstawieniu naczyń, umyciu zębów itd. skierowałam się do wyjścia, nałożyłam jeszcze tylko trampki i już mnie nie było w domu.
Zaczęłam iść do szkoły, słońce niemiłosiernie oślepiało mnie swoim blaskiem. Na dworze było gorąco, chyba jakieś 38 czy 39 stopni w cieniu, niebo miało piękny błękitny kolor i nie było na nim ani jednej chmurki. Zapowiadał się cudowny dzień, ale czy taki będzie? Szłam jeszcze jakiś czas, minęłam kilka uliczek, przejść i w końcu dotarłam na miejsce. Weszłam do budynku i udałam się pod klasę w której miałam mieć lekcje. Idąc po szkolnych schodach zauważyłam Kamilę.
- Siemka – mówiąc to Kamila się uśmiechnęła.
- Cześć.
- Wiesz, że dzisiaj mamy zastępstwo?
- Co? Jakie?
- No na drugiej lekcji zamiast biologii mamy religię.
- A to luz. A ja jak głupia uczyłam się na tą durną kartkówkę z biologii.
- A tam gadasz. – powiedziała Kama.
- Jak tam w ogóle Filip, jesteście parą? – zmieniłam temat.
- W sumie to nie wiem, niby tak, ale oficjalnie się nie zapytał. Może traktuje to jak tzw. przelotny romans.
- Na pewno nie, on taki nie jest. Zresztą zobaczymy co zrobi jak przyjdzie do szkoły.
- No a jak tam z tobą i Matem? – na te słowa stanęłam jak wyryta. Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć.
- Nic takiego się nie wydarzyło. Zresztą on jest na mnie zły.
- Jak to? Myślałam, że coś między wami zaiskrzyło. Obraził się na ciebie?
- No było okej, dopóki nie poszliśmy po Mike. A tam był Jake i on ze mną zatańczył a potem pocałował. Mat to wszystko widział i myśli, że wróciłam do byłego. Sama już nie wiem co zrobić. Wzięłam dzisiaj jego bluzę i chcę się z nim pogodzić, ale nie wiem czy mi wybaczy. Mówi, że cholernie go skrzywdziłam i nie chce dłużej się ze mną kumplować.
- Ooo poważna sprawa. Czemu mi wcześniej nic nie powiedziałaś?
- Jakoś nie było okazji. – po tych słowach doszliśmy pod klasę.
Zaczęłam ze wszystkimi się po kolei witać i po chwili zadzwonił dzwonek. Gdy weszliśmy do klasy usiadłam w przedostatniej ławce od lewej strony klasy, czyli tam gdzie zawsze siedzę na matmie, jednak nie było koło mnie Mata. Babka sprawdziła obecność i zaczęła gadać. W sumie nikogo nie słuchałam, tylko rozmyślałam, czemu nie przyszedł do szkoły, czy to przeze mnie? Nie mam pojęcia, właściwie to pierwsza lekcja naprawdę szybko minęła. Mieliśmy temat o pitagorasie, tych głupich trójkątach i innych bzdurach. Całą lekcję się nudziłam, rozglądałam po klasie i rysowałam na końcu zeszytu. Gdy zadzwonił dzwonek szybko się spakowałam i wyszłam na przerwę. Gdy dotarłam pod klasę, w której miała się odbyć lekcja religii, zauważyłam jego. Mat tam stał, a właściwie to opierał się o parapet. Czym prędzej podeszłam do niego i zagadałam.
- Hej, czemu cię w szkole nie było?
- Nieważne, co cię to obchodzi?
- Obchodzi, jeszcze jesteś na mnie zły?
- Zgadnij … - odpowiedział kpiącym tonem.
- Przepraszam, przecież wiesz, że wcale tego nie chciałam. Tego pocałunku itd. Jesteś moim przyjacielem i zależy mi na tym.
- Przyjacielem … pff … - Mat burknął pod nosem.
- Chciałabym, żeby było tak jak dawniej… Nie jestem z Jake’iem i już nie będę, dlaczego się na mnie gniewasz?
- Dobra skończ i tak mam to w dupie! Myślisz, że będę za tobą latał jak jakiś idiota, ty to wykorzystasz, a potem zostawisz. Nagle sobie o mnie przypomniałaś, kiedy on ciebie zostawił to ty do mnie przyszłaś! – tak się uniósł, że nagle wszyscy na korytarzu spojrzeli w naszą stronę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, to on już odchodził.
- Ej zaczekaj!
- Na co?
- Na mnie, jeszcze z tym nie skończyłam!
- Ale ja tak. – po tych słowach już go nie goniłam.
To nie miało sensu, dlaczego zaczęło mi tak na nim zależeć właśnie teraz?  Jestem żałosna. Zaczęły oczy mi się szklić, nie mogłam wytrzymać. Pobiegłam do łazienki, zamknęłam się w kabinie i zaczęłam cicho płakać. Moje życie jest do niczego! Co ja sobie myślę? Dlaczego właśnie teraz zaczęło mi tak na nim zależeć? Dlaczego nie wcześniej? Dopiero po stracie zauważamy, że jednak ta osoba była nam bliska. Dopóki byłam z Jake’ie nie zwracałam na Mata uwagi. Zawsze był tylko przyjacielem, a tak naprawdę zawsze on miał swoje miejsce w moim sercu.
Zadzwonił dzwonek na religię. Otarłam łzy, opuściłam głowę i zasłoniłam twarz włosami, by nikt nie zauważył, że płakałam. Weszłam na lekcję, wtedy przypomniało mi się, że siedzę obok Mata. Na pewno zauważy, że ryczałam, pomyśli sobie, że jestem mazgajem. Chwilę stałam osłupiała i dopiero potem usiadłam w ławce. Wypakowałam się i oparłam głowę na łokciach umieszczonych na ławce. Spojrzałam na niego spode łba. Zauważył. Kurde ja to ma pecha.
- Płakałaś? – szepnął mi do ucha.
- A co cię to obchodzi? – odparłam.
- No … - nie dokończył odpowiedzi, kiedy mu przerwałam
- Nie płakałam.
- Przecież widzę. Pogadamy potem na spokojnie?
- Z tobą nie da rady na spokojnie.
- Trochę mnie uniosło, nie chciałem żebyś przeze mnie płakała.

- Nie chcę żebyś użalał się nade mną.
- Dobrze, chcę tylko porozmawiać.
- Ja też chciałam i to wiele razy, ale ty nie dałeś mi dojść do słowa.
- Przepraszam..
- Niech ci będzie.
- Dzięki.
- Ale dlaczego tak się zachowałeś?
- Czwarta ławka! Cisza tam! Macie coś do powiedzenia na temat? – krzyknęła nauczycielka.
- Nie przepraszamy. - po tych słowach zapanowała cisza do końca lekcji.
Gdy tylko wyszłam z klasy Mat już czekał na mnie na korytarzu. Podeszłam do niego i zaczęliśmy razem się kierować w stronę wyjścia na dwór. Chciałam z nim poważnie porozmawiać w jakimś zacisznym miejscu bez naszych znajomych. Po chwili udaliśmy się na tyły szkoły i razem usiedliśmy na trawie przed boiskiem. Nastąpiła krępująca cisza.
- Nicole, słuchaj … Przepraszam za to, że się na ciebie wydarłem, nie dałem ci dojść do słowa, mówiłem, że nic mnie nie obchodzisz. Mam po prostu poważny problem i nie wiem jak sobie z nim poradzić.
- Jaki problem?
- Uczucie do ciebie, byłem zazdrosny i bałem się, że cię stracę, a tego bym nie ścierpiał. Zawsze byłaś ty i on, a ja byłem głupim kolegom i niczym więcej. Myślałem, że to się zmieniło, ale jednak nie miałem racji.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć.
- Najlepiej to co czujesz, ja się zdobyłem na to.
- Zawsze byłeś moim najlepszym kumplem, nigdy nie myślałam o niczym więcej. – Gdy to mówiłam, na jego twarzy zagościł ogromny smutek. – Wszystko się zmieniło, gdy zerwałam z Jake’iem. Całe moje życie poprzewracało się do góry nogami. Sama już nie wiem czego chcę. To prawda, że nie mogę o nim zapomnieć, w końcu to była moja pierwsza miłość, ale do ciebie też coś czuje. Nie jesteś mi obojętny.
- Rozumiem, nie mam na co liczyć, już na zawsze zostanę tylko przyjacielem.
- Nie wiem jak to się dalej potoczy, ale mówiąc, że nie jesteś mi obojętny nie miałam na myśli jako kumpel, tylko ktoś bliższy. – Jego szklane oczy  wypełniły się ponownie nadzieją, a usta wykrzywiły się w pogodny uśmiech. – Na tej plaży wszystko się tak nagle zmieniło, potoczyło, pierwszy raz popatrzałam na ciebie z innej perspektywy. Te chwile na długo zapamiętam. Potrzebuje teraz tylko czasu, jeszcze dawne rany mi się do końca nie zagoiły, rozumiesz?
- No rozumiem, czyli mam jeszcze szansę, której nie mogę zaprzepaścić.
- No powiedzmy, a tak a w ogóle to przyniosłam ci bluzę – mówiąc to wyciągnęłam ją z plecaka.  
- Jak jej jeszcze potrzebujesz to zatrzymaj.
- Dzięki, ale bez tego się gotuję, tak tu gorąco.
- Spoko, hymmm … To może mrożona kawa i lody?
- Czytasz mi w myślach, a co ze szkołą?
- A to tak, lekcje …
- A ciul z nimi, raz w życiu człowiek może się zabawić. – mówiąc to wzięłam go odruchowo za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia.

7 komentarzy:

  1. CUDO! Jak zwykle zresztą. Pięknie piszesz i jeszcze ta historia bardzo mnie wciągnęła! Mam nadzieję, że między nią a Matem się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie już nowy rozdział zapraszam! :* http://maja-i-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. przepiękne, aż samej smutek mi się pojawił na twarzy, gdy Matt nie chciał z nią pogadać, a tu czytam na końcu i widzę, że się pogodzili. jejku, to takie piękne. trzymam kciuki za nich i czekam na next rozdział. ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń